Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








SPIS TREŚCI

Luty/Marzec 2012

> Str. 4 Trudne sprawy z wychodzeniem ze szkoły > Str. 5-7 Walentynkowe love dla Hubercika- akcja charytatywna > Str. 8-9 Mroźna przeszłość > Str. 10-11 Savoir vivre z KontroWersją: Przekleństwa > Str. 12-13 Dwa oblicza kujonów > Str. 14-15 A ty? Co sądzisz o Światowym Dniu Kota? > Str. 16-17 Szał karnawału > Str. 18-19 Wspominamy: Ferie po harcersku > Str. 20-21 W pogoni za radością życia > Str. 22-23 Carpe diem > Str. 24 Gdyby jutra nie było

Luty/Marzec 2012 Na wstępie... Oddajemy w wasze ręce kolejny numer "KontroWersji". Kilka numerów temu pisemko zostało wzbogacone o dział "Trudne sprawy", który prowadzi nasza droga redaktor naczelna Anielka. Już w tym wydaniu pojawił się nowy dział- "Savoir Vivre z KontroWersją", który również prowadzi Anielka. W następnym wydaniu planujemy dodać jeszcze dwa działy - "Życzenia na wszystkie okazje" i "Zuzańscy". Pomysł na pierwszy z nich narodził się na spotkaniu "KontroWersji", kiedy rozmawialiśmy o naszych urodzinach. I cóż ktoś z nas wpadł na pomysł, aby dać naszym czytelnikom możliwość zamieszczania w gazetce "Życzeń na wszystkie okazje" (lub innych tekstów, oczywiście cenzuralnych) dla swoich kolegów, przyjaciół, ale i również nauczycieli. Wystarczy tylko pofatygować się do p. Beaty lub Anielki (kl.IIa gimnazjum) z karteczką, na której będzie napisana treść życzeń oraz imię i nazwisko osoby dla której są przeznaczone. Życzenia można podpisać lub umieścić anonimowo. Drugi z nowych działów będzie opowiadał historię Zuzańskich. Ich przygody opisywać będzie Asia. Mamy nadzieję, że spodobają się Wam nasze pomysły:)

Stopka redakcyjna: Opiekun: p. Beata Zabielska Redaktor naczelna: Anielka Zabielska Z- ca redakotor naczelnej: Weronika Kuna Grafik: Asia Zabielska Dziennikarze: Weronika Mądra Aneta Szostek Ola Karasińska Natalia Kowalska Agnieszka Kowalczyk Martyna Kazimierak Wiola Wawer Emila Figacz Trudne sprawy…z wychodzeniem ze szkoły!
Póki co redakcja Kontrowersji może życzyć nauczycielom dyżurującym i paniom woźnym cierpliwości w mówieniu „STOP” oraz „NIE”.
Luty/Marzec 2012

W okresie wiosennozimowym niektórzy uczniowie mają pilne potrzeby wyjścia ze szkoły, np.: do sklepu. Niestety szkolny regulamin nie zezwala na w na wyjścia podczas lekcji poza teren szkoły. Na ten zakaz można patrzeć z dwóch stron. Z jednej strony, każdy jest wolny i może wychodzić sobie gdzie i kiedy chce. Z drugiej (tej niekorzystnej) strony, jak wytłumaczyła nam nasza Pani to… Załóżmy, że ktoś wychodzi ze szkoły. Na nie szczęście swoje i wszystkich, krzywo staje i łamie sobie nogę. Przykrym tego następstwem jest to, że rodzic poszkodowanego ucznia może mieć pretensje do osób, które za jego dziecko odpowiadały. Mało tego! Może posądzić szkołę o to, iż nie pilnuje dzieci, mówiąc, iż dziecko powinno przebywać w tym czasie na terenie szkoły, a nie na ulicy. Nasi uczniowie próbują jednak różnych metod, by się ze szkoły wydostać. Typu: jeśli uczeń będzie w kurtce i butach to nauczyciel dyżurujący pomyśli, że dana osoba zakończyła lekcje i idzie do domu, puszczając ją. Nie jest to jednak tek bardzo proste, gdyż by wydostać kurtkę i buty z szatni w godzinach lekcyjnych potrzeba niezłego zachodu. Pani woźna pilnująca szatni, pyta przy każdym jej otwarciu: „Po co?!” (ma otworzyć). Uczniom, mającym nagłe ważne wyjścia nasuwa się pytanie: Biec w laczkach? Czy też bezskutecznie błagać o otwarcie szatni. Wszyscy uczniowie mają dużą nadzieję, że kiedy będzie ciepło i wyjdzie słońce nikt nie będzie zabraniał im wyjść na dwór. Póki co redakcja Kontrowersji może życzyć nauczycielom dyżurującym i paniom woźnym cierpliwości w mówieniu „STOP” oraz „NIE”. Aniela Zabielska Akcja charytatywna WALENTYNKOWE LOVE dla HUBERCIKA
„Uśmiech dziecka ma cudowną moc- rozgania wszystkie czarne chmury i nie sposób go nie odwzajemnić..."
Luty/Marzec 2012

W naszej szkole zakończyła się trwająca dwa dni 10 i 13 lutego akcja charytatywna WALENTYNKOWE LOVE dla HUBERCIKA. Celem akcji była zbiórka pieniędzy dla 9 miesięcznego, chorego Huberta Bany. Podczas kiermaszu walentynkowych pierników i kwiatów z bibuły zebrano 1710 zł. Całą kwotę otrzyma chory Hubercik na leczenie i rehabilitację. Akcja była możliwa dzięki wspaniałej postawie uczennic naszej szkoły, które w czasie ferii i po ich zakończeniu dzielnie zabrały się do pieczenia piernikowych serc. Muszę tu wymienić te dziewczyny o WIELKICH SERCACH są to: Marta Belka, Ewa Boryń, Iza Kazimierak, Ewelina Kula, Agnieszka Kwaśniak, Natalia Mużanowska, Sylwia Banaszek, Justyna Błachnio, Ada Klimek i Iza Kostrzewa z klasy III b. Do akcji włączyły się również panie Regina Tobiasz i Marianna Kazimierak które wykonały piękne kwiaty z bibuły. Organizator akcji, Zofia Madejska

Luty/Marzec 2012 Luty/Marzec 2012

Mroźna przeszłość
Na szczęście te mrożące krew w żyłach mrozy mamy już za sobą, pozostaje już tylko cieszyć się z pierwszych oznak wiosny
Luty/Marzec 2012

Trzeszczący dźwięk budzika nagle Cię budzi, jesteś bardzo zdenerwowany, bo właśnie przerwał Twój cudowny sen, w którym to po raz kolejny śniłeś o wspaniałej wiośnie. Przeciągasz się jeszcze leniwie na łóżku, obiecując sobie znowu tylko pięć minutek, kolejne pięć minutek i tak dalej. Nic nie motywuje Cię do opuszczenia ciepłego posłania, a już na pewno nie widok za oknem. Biały śnieg, pokrywający całą okolicę i fakt, że na zewnątrz temperatura jest na minusie, kompletnie Cię dołuje. Leniwie wstajesz z łóżka i przeszywa Cię okropny dreszcz. Okręcasz się kocem i chwiejnym krokiem podążasz ku schodom, tym samym przypominając mumię, która przed chwilą opuściła swój sarkofag. Jesz śniadanie i wypijasz litry gorącej herbaty, by przynajmniej rozgrzała Cię od środka. Jeszcze tylko higiena osobista i ciepłe ciuchy, przed chwilą uprasowane. Pełen entuzjazmu, gdyż wreszcie zrobiło Ci się nieco cieplej, postanawiasz obejrzeć poranną prasę, przez co całkowicie tracisz poczucie czasu. Gdy nagle uświadamiasz sobie, że jesteś spóźniony, wkładasz szybko kurtkę i buty, po czym wybiegasz na dwór. Od razu zorientowałeś się, że od wczoraj przybyło sporo śniegu i zrobiło się chłodniej. Lekko poirytowany idziesz wzdłuż

Luty/Marzec 2012

ulicy. Wchodzisz na chodnik i zyskujesz niepowtarzalną okazję, by wykazać się swoimi umiejętnościami w zakresie łyżwiarstwa figurowego. Chodnik ciągnie się w nieskończoność, a Ty zaliczasz kolejne piruety. Zdyszany i lekko nieogarnięty jesteś już u wrót szkoły. Otwierasz drzwi i zmierzasz ku szatniom, gdy nagle się poślizgujesz, co bez wątpienia dostarcza Ci kolejnych emocji. Jesteś już w szatni, ścisk ten sam jak zwykle, ale w tłumie przynajmniej zrobiło Ci się cieplej. Nagle wszyscy wychodzą z szatni, gdyż zadzwonił dzwonek. Zostajesz sam na sam ze sobą i z trudnością ściągasz kurtkę, która właśnie teraz jest Twoją jedyną ochroną przed zimnem. Dygocząc zmierzasz ku górze. Pierwszą lekcje masz w sali pod numerem 18. Już sam fakt, że musisz wejść do tej kostnicy przyprawia Cię o dreszcze. Ciągnąc nogę za nogą, idziesz przez korytarz. Stoisz już u bram lodowego świata. Otwierasz drzwi do klasy i nagle chłodny wieje chłodny powiew, który zwala Cię z nóg. Stoisz lekko przestraszony, ale nagle wracasz do rzeczywistości. Wchodzisz do klasy i zajmujesz swoje miejsce. Przez całą lekcje dygoczesz z zimna, nie możesz skupić się na niczym. Myślisz tylko o jednym: o wiośnie, o ciepłych dniach, o beztroskim hasaniu po chodniku w ulubionych trampkach. Lekcja jakoś mija, wzruszony wychodzisz z klasy, przez całą przerwę chodzisz po szkole bez celu i wspominasz, jak fajnie było wychodzić na dwór, na plac zabaw i chodzić po mieście podczas przerwy. Kolejne lekcje mijają coraz to wolniej, czas się wydłuża, a Ty czujesz się coraz bardziej przygnębiony stanem pogody na zewnątrz. Wszystko topnieje, mnóstwo kałuż i ten mróz, przez który Twoje dłonie bez rękawiczek wyglądają jak dwa czerwone buraki. Na szczęście te mrożące krew w żyłach mrozy mamy już za sobą, teraz pozostaje już tylko cieszyć się z pierwszych oznak wiosny. Już niedługo wszelkie marzenia o beztroskim śmiganiu na rolkach i chodzeniu w trampkach staną się jak najbardziej realne. Jedyną radą jest to, by korzystać jak najwięcej ze zbliżających się ciepłych dni i nie marnować tak fascynujących chwil na siedzenie w domu przed komputerem lub telewizorem. Jeśli ktoś nie zgadza się z tą opinią, niech tylko przypomni sobie, jak naprawdę mroźna była zima w tym roku i jak wielu z Was na nią narzekało. I niech postawi sobie pytanie - czy nie warto zrekompensować sobie mrozów tej zimy? Agnieszka Kowalczyk Savoir vivre z "KontroWersją":
Przekleństwa
Luty/Marzec 2012

Idę korytarzem. Widzę kolegę, który bez żadnych skrupułów sypie przekleństwami. Jest bardzo wiele tego typu sytuacji, do których jedni nie przywiązują wagi, zaś inni czują się nimi zgorszeni. Wulgaryzmy robią już na nas coraz mniejsze wrażenie. Można powiedzieć, że powoli przyzwyczajamy się do nich. Do tych wszystkich bluzgów, wyrzucanych z ust otaczających nas osób niczym kamienie, o które nie potykają się te osoby, którym to przeszkadza. Postanowiłam zadać sobie kilka pytań dotyczących tego niezbyt interesującego zjawiska i osób, które to robią. KTO? Praktycznie każdy. Od najmniejszego pięciolatka ze szkoły po 80-latka na ulicy. Znane osoby, politycy - przeklinają, nie zdając sobie sprawy z tego, że są autorytetami wielu osób, i młodych i starszych. Nie wstydzą się tego. Patrzy na nich cała Polska, a oni co drugie słowo: „***”. To ewidentny brak kultury. Myślę, że gdyby wszyscy zastanowili się dobrze nad swoim słownictwem, mogłoby się w tej kwestii coś poprawić. Także rodzice nie zdają sobie sprawy, że ich dzieci mówią to, co słyszą - jak mówi Polskie przysłowie: „PRZYKŁAD IDZIE Z GÓRY”. GDZIE? Szkoła, ulica, podwórko czy sklep – bez różnicy i bez zastanowienia. Zaobserwowałam nawet, że niektórzy

Luty/Marzec 2012

uczniowie bez namysłu przeklinają nawet przy nauczycielach, którzy niekiedy już też nie reagują. Jak wcześniej napisałam - ludzie nie wiedzą, czego tu się wstydzić. Włączamy telewizor i co? Czy to serial czy jakieś show, praktycznie wszędzie można usłyszeć jakiś „magiczny” wyraz na K, CH albo P. W XXI wieku nie ma ŻADNEGO kabaretu w telewizji, w którym nie pojawi się coś, co nas nie zgorszy . KIEDY? Gdy nam się coś uda lub nie. Jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do tych słów, używamy ich w każdej sytuacji. W dzisiejszych czasach 90% społeczeństwa jest już od nich UZALEŻNIONA! Niektórzy twierdzą: „to pomaga mi wyrazić emocje”, „tak pokazuję, co czuję”. I CO Z TEGO NĘDZNY CZŁOWIEKU?! Jeśli powiesz jakiś wulgaryzm, ulżysz sobie...? Bzdura! Jeszcze bardziej się do niego przyzwyczaisz i jakby tego było mało - zgorszysz też innych. Stracisz ich szacunek. A przecież swą złość można pokazać inaczej, nikogo przy tym nie poruszając. Niekiedy przekleństwa są używane po to, by popisać się przed innymi – np. przed kolegami lub koleżankami. Uwierzcie mi - nie ma czym! A jeśli im to naprawdę imponuje – nie warto się z nimi zadawać. Przez takie znajomości psujesz tylko siebie! DLACZEGO? (najistotniejsze pytanie) Ktoś kiedyś odpowiedział na to pytanie tak: „Osoby przeklinające robią to dlatego, że nie mają nic mądrego do powiedzenia”. W pełni mogę zgodzić się z tymi słowami. Jak to udowodnić?! Wystarczy wyobrazić sobie samemu sytuację, w której jest użyty jakiś wulgaryzm. Nie! Nie! Proszę nie mówić go na głos. Zastanów się jednak, czy osoba mówiąc takie słowo, chciała przekazać coś wartościowego. A może po prostu powiedziała to ot, tak sobie? Bez głębszego zastanowienia się, czy ma to jakikolwiek sens. Na zakończenie proszę: zastanów się! Jaki sens ma Twoje przeklinanie? Czy to Ci kiedyś w życiu pomogło? I ostatnie pytanie: czy warto zniżać się do poziomu prostaków, którzy tak się wyrażają, czy też lepiej w niektórych sytuacjach zachować swą kulturę osobistą...? Aniela Zabielska Dwa oblicza kujonów

Luty/Marzec 2012 Zwykle jedni lubią ich bez względu na średnią ocen, inni udają sympatię po to by móc spisywać prace domowe

„Kujoni” są w szkołach różnie postrzegani. Zwykle jedni lubią ich bez względu na średnią ocen, inni udają sympatię po to by móc spisywać prace domowe, a jeszcze inni w ogóle nie lubią takich osób i się z nich „nabijają”. Ta ostatnia grupa to przeważnie osoby, które same mają bardzo słabe oceny i nie potrafią pogodzić się z myślą, że innych stać na więcej. Jednak mianem „kujon” określa się zazwyczaj tylko osobę, która naprawdę cały czas siedzi z nosem w książce, nie prowadzi życia towarzyskiego, nie wychodzi na różne szkolne i prywatne zabawy, a nawet na przerwach w szkole „powtarza ostatni temat”. Oczywiście, wiele osób przed lekcją na której ma odbyć się sprawdzian czy przepytywanie powtarza materiał, ale kujony robią to nieustannie (nawet wtedy, kiedy jest to zbędne) zamiast spędzać czas między lekcjami z rówieśnikami, nawiązując nowe znajomości i przyjaźnie. Niestety takie osoby często są wyrzucane z towarzystwa…

Luty/Marzec 2012

Prawdę mówiąc, niewielka grupa ludzi chciałaby kolegować się z kimś zamkniętym w sobie, żyjącym tylko w kręgu książek. Inna grupa osób, które także mają dobre oceny z przedmiotów szkolnych, nigdy nie jest obiektem śmiechów i drwin. On przygotowują się do zajęć w domu, ale tym samym nie rezygnują np. z wyjścia gdzieś z kolegami. Na szkolnym korytarzu zawsze z kimś rozmawiają i zwykle są lubiani. Na takie osoby nikt nie powie „kujony”. One po prostu dobrze się uczą i odnoszą sukcesy w swoich ulubionych dziedzinach, np. poprzez branie udziału w różnych konkursach i wygrywanie ich. Jeśli taka osoba daje również znajomym spisać zadanie z matematyki w kryzysowej sytuacji, jest postrzegana jeszcze lepiej . Spotkać można również uczniów, którzy mają słabe oceny, ale są bardzo inteligentni, a ich zdolności wychodzą na jaw przy „ważniejszych” okazjach, takich jak test po trzeciej klasie gimnazjum. Takie osoby mogłyby być lepszymi uczniami, ale po prostu nie chce im się uczyć i dostają słabe oceny. Jeśli poświęciłyby w domu trochę więcej czasu na przygotowanie się do lekcji, na pewno dostawałyby lepsze stopnie. Podsumowując cały ten artykuł można rzec: są osoby z dobrymi ocenami, bo po prostu uważają na lekcjach, odrabiają prace domowe i są inteligentne. Inne mają same piątki, przeplatane szóstkami, ponieważ uczą się bardzo dużo ze wszystkich przedmiotów (a z tego powodu często są przemęczone), zamiast skupić się na kilku, na których im bardziej zależy. Weronika Mądra A Ty?
Co sądzisz o Światowym Dniu Kota?
Luty/Marzec 2012

Od kilku lat dnia 17 III 2012 obchodzony jest Światowy Dzień Kota. To międzynarodowe święto, jednak w naszym kraju nie jest zbyt popularne. Wiemy o nim jedynie z kalendarzy, w sporadycznych przypadkach z gazet. Jakie jest nasze zdanie na temat tej kontrowersyjnej uroczystości? Opowiedziały o tym nasze dziennikarki Anielka i Wiola. Wioletta: Światowy Dzień Kota to bardzo pożyteczne przedsięwzięcie mające na celu podkreślenie znaczenie kotów w życiu każdego człowieka. Uwrażliwia ludzi na poniewierające się po ulicach zarówno koty, jak również inne zwierzęta, które często zostają pozbawione domu. Organizuje się w tym dniu liczne zbiórki pieniędzy i wspaniałe wystawy rasowych kotów. Podczas tych imprez wybiera się Kociarza Roku. To święto przyczynia się do integracji miłośników kotów. Zarówno hodowcy tych rasowych, jak i miłośnicy zwykłych „dachowców” wspólnie łączą siły i propagują szacunek dla kotów. Pamiętajmy, że w starożytnym Egipcie zabicie kota było przestępstwem, za które groziła kara śmierci. Jeżeli zwierzak umarł śmiercią naturalną, na znak żałoby wszyscy członkowie rodziny, do której należał, musieli

Luty/Marzec 2012

zgolić brwi. Zima to trudny czas dla naszych pupilków, więc pomyślmy o błąkających się po ulicach zwierzętach. Anielka: Niektórzy sądzą, że tego typu święta powinny być głośniej obchodzone. Moim zdaniem to BZDURA! Przecież to nie Dzień Kobiet. Owszem, wiele osób wie już o tym święcie i na tym powinniśmy zakończyć to świętowanie. Jeśli ktoś chce, może obchodzić Dzień Kota. Ale po pierwsze - czy kot o tym będzie wiedział? Czy taki zwierzak odczuje/zrozumie, że dziś jest jego dzień? Uważam, że nie ma co mieszać w świętowanie Dnia Kota osób, które nie mają kotów, a tym bardziej tych, którzy nie są właścicielami żadnych zwierząt. Tak naprawdę to chyba bardziej festiwal dla szalonych, zapatrzonych w swoje pupilki właścicieli, a zwierzęta i tak niewiele na tym korzystają. Osobiście lubię zwierzęta, jednak uważam że szkoda zachodu, a przede wszystkim pieniędzy na takie szaleństwa, bo przecież takie „wspaniałe” wystawy też kosztują. Co do zimy - to źle że zwierzęta marzną, ale czy to święto coś im daje? Powinni zająć się tym ludzie ze schronisk lub innych tego typu instytucji. Na zakończenie chciałabym dodać, iż nie widzę sensu w czczeniu kotów podczas kiedy ludzie też głodują, dzieci w Afryce umierają – nie powinniśmy aż tak rozwodzić się nad zwierzętami. A Ty czyją opinie popierasz? Co myślisz o Światowym Dniu Kota? Anielka Zabielska Wioletta Wawer Szał karnawału
Wszystkie dzieci (...) przede wszystkim dobrze się bawiły
Luty/Marzec 2012

7 lutego. Podejrzewamy, że już od wczesnych godzin porannych w domach większości uczniów rozpoczęła się wielka krzątanina. Ubieranie, malowanie, czesanie. Bowiem od pierwszych godzin lekcyjnych rozpoczyna się Bal Przebierańców. Z początku było nieco spokojnie, ponieważ nasi najmłodsi uczniowie byli trochę zaspani, a trochę zawstydzeni. Ale atmosfera z minuty na minutę robiła się coraz bardziej gorąca. Wszystkie dzieci tańczyły, biegały a przede wszystkim dobrze się bawiły. Odbyło się wiele konkursów i fascynujących zabaw. Pod ścianami z aparatami fotograficznymi dzielnie stali rodzice, dzięki czemu było trochę ciaśniej, ale z pewnością żadnemu dziecku nie przeszkadzała obecność jego mamy na sali. W przerwach mali imprezowicze chodzili do swoich sal lekcyjnych, by posilić się i nabrać sił do dalszych szaleństw. Na korytarzu można było spotkać księżniczki, spider-mana, piratów, pannę młodą, a nawet różne zwierzęta czy też kibiców. Również niektórzy wychowawcy przyszli w przebraniach! W godzinach popołudniowych przyszła pora na to, by i starsi mogli się wyszaleć. Z początku

Luty/Marzec 2012

klasy 4-6. Można było zaobserwować podobne zjawisko, jak w młodszych klasach. Z początku spokojnie i bez emocji, a potem tańcom oraz śmiechom nie było końca. Na sam koniec przyszła pora na gimnazjalistów. Większość z nich również przyszła w barwnych strojach. Nie można było jednak spotkać się z tym samym zjawiskiem, co w młodszych klasach. Tutaj czas został dogłębnie wykorzystany od samego początku do końca. Był to dzień bardzo aktywny zarówno dla uczniów, jak i dla nauczycieli, którzy pilnowali porządku podczas tych imprez. Zabwa była bardzo udana Anielka Zabielska Wspominamy: Ferie po harcersku
Gotowaliśmy staropolskie dania oraz wycinaliśmy łowickie wzory z papieru
Luty/Marzec 2012

Ferie to dla wielu młodych ludzi dwa nudne tygodnie spędzone przed telewizorem, czy komputerem... Lecz nie dla harcerzy z 2WDH „ Itaka’’! Nasza drużyna wraz z zaprzyjaźnioną 154 GDH i Z z Garwolina, pierwsze dni ferii spędziła na biwaku zimowym. Głównym celem naszego spotkania było poznanie regionu w którym mieszkamy - Mazowsza. 16 stycznia rano, ok. 50 zuchów i harcerzy zebrało się w naszej szkole na trzydniowy biwak. Rozpoczęliśmy od zakwaterowania i podziału na zastępy. Po obiedzie kadra zapewniła nam szereg bardzo interesujących zajęć, nawiązujących do tematu biwaku „ Poznajemy Mazowsze’’. Najstarsze druhny nauczyły nas narodowego tańca - poloneza, szyliśmy również stroje ludowe. Gotowaliśmy staropolskie dania oraz wycinaliśmy łowickie wzory z papieru. Nie zabrakło również musztry harcerskiej, którą ćwiczymy na każdym biwaku. Po zajęciach zebraliśmy się w kręgu i przy dźwiękach gitary śpiewaliśmy piosenki oraz graliśmy w przeróżne gry. Świetną atrakcją okazał się być quiz dotyczący naszego regionu. Zadziwiająca była wiedza najmłodszych uczestników biwaku! Po ogłoszeniu wyników konkursu wszyscy usłyszeli gwizdek i głos oboźnej oznajmiający „ Przygotowanie do świecowiska! Czas dziesięć minut!’’. Harcerze pobiegli do klas, aby założyć mundury. Podczas świecowiska drużynowa powiedziała nam parę słów o harcerstwie, przyjaźni i braterstwie. Wszyscy słuchali z wielkim zainteresowaniem.

Luty/Marzec 2012

Następnie zdjęliśmy mundury i poszliśmy na halę sportową, aby wyładować resztę energii. Około północy wszyscy zmęczeni poszli do swoich śpiworów. Po ogłoszeniu ciszy nocnej większość już spała. Wybiła godzina 7.00 - gwizdek i głos oboźnej „Pobudka!’’. Po krótkiej zaprawie i śniadaniu pojechaliśmy do Maciejowic - do muzeum Tadeusza Kościuszki. Poznaliśmy wiele ciekawych informacji na temat tej ważnej postaci. Następnie autokarem przyjechaliśmy pod kopiec Kościuszki. Gdy wróciliśmy do szkoły, czekał na nas gorący obiad. Największą atrakcją biwaku była strzelnica w sobolewskim liceum. Każdy harcerz oddał sześć strzałów do puszek, niektórym udało się trafić wszystkie. Każdy zastęp miał za zadanie wymyślić nazwę, okrzyk, piosenkę i stworzyć plakat promujący Mazowsze. O godzinie 17.00 przyjechał ks. Robert i odbyła się Msza święta, na której dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy o patronie harcerstwa, bł. ks. Stefanie F Emilia Figacz W pogoni za radością życia
Nietypowy nauczyciel pokazuje chłopcom, czym naprawdę jest miłość, poezja i zdolność wyrażania swoich myśli
Luty/Marzec 2012

„Stowarzyszenie umarłych poetów” to angielski film ukazujący renesansową zasadę „Carpe Diem”. Wyreżyserowany przez Petra Weira. Główni aktorzy to Robin Williams i Ethan Hawke. Film ten miał swoją premierę 31 grudnia 1989 r. Przedstawia on losy chłopców z renomowanej amerykańskiej szkoły średniej, którzy z pomocą nauczyciela angielskiego odkrywają najważniejsze prawdy życiowe. Nietypowy nauczyciel pokazuje chłopcom, czym naprawdę jest miłość, poezja i zdolność wyrażania swoich myśli. Jego ekscentryczne metody nauczania od razu spotykają się z dużym uznaniem wśród młodych chłopców. Dzięki temu dają się oni ponieść radości życia, zapominając przy tym o od lat uznawanych w szkole zasadach, jakimi są: Tradycja, Honor, Doskonałość, a przede wszystkim Dyscyplina. Które z tych poglądów wybiorą dopiero co wchodzący w trudne, dorosłe życie młodzi ludzie? Jakie będą konsekwencje ich decyzji? Czy będą potrafili sami zadecydować o swojej przyszłości?

Luty/Marzec 2012

Polecam „Stowarzyszenie umarłych poetów” wszystkim tym, którzy mają zamiłowanie do filmów poruszających ważne, życiowe tematy. Film ten niewątpliwie ukazuje kwestię życia, z którą często boryka się współczesna młodzież, a mianowicie: zbyt wygórowane ambicje rodziców wobec swoich dzieci. Oryginalny scenariusz zapewnia nam pełen wrażeń, emocji i zaskoczenia seans. Poważna, ale też momentami lekka i wesoła muzyka dodaje dramaturgii, barwy oraz dopełnienia całej kompozycji filmowej. Aktorzy idealnie wcielili się w swoje role, tworząc niezapomnianą atmosferę. Szczególną uwagę przykuwa Robin williams, który tym razem zagrał niepokornego, pełnego charyzmy nauczyciela nakłaniającego uczniów do życia zgodnie z zasadą „Chwytaj Dzień”. Jedyną wadą tego filmu jest według mnie zakończenie, które nie do końca spełniło moje oczekiwania, ale może to właśnie dzięki niemu „Stowarzyszenie umarłych poetów” pozostaje na długo w pamięci. Uważam, że film jest godny zainteresowania, ponieważ łączy w sobie przyjemną lekką fabułę i problemy, o których rzadko kto mówi głośno. Nakłaniam was jednak, abyście sami się o tym przekonali. Moje odczucia związane z tą produkcją są bardzo pozytywne i mam nadzieję, że wasze też takie będą. Na pewno jest to jeden z tych filmów, który nie pozostawi was obojętnie i zmusi do głębokiej zadumy. Aleksandra Kalinowska kl. Id Carpe diem

Luty/Marzec 2012

...... te słowa najlepiej odzwierciedlają przesłanie, które ma przekazywać nam film pt. „Stowarzyszenie umarłych poetów”. Akcja toczy się w latach 60. Opowiada on o losach uczniów i nauczycieli Akademii Weltona. Część z nich musi sprostać wymaganiom rodziców i nauczycieli, zapominając o własnych marzeniach i planach na przyszłość. Do szkoły o zaostrzonym rygorze przybywa ekscentryczny nauczyciel jeżyka angielskiego. Uczy on uczniów wrażliwości na piękno poezji. Jego metody nauczania budzą niepokój dyrektora placówki, który bacznie go obserwuje. Uczniowie odkrywają „Stowarzyszenie umarłych poetów”, które założył ich anglista John Keatling (Robin Wiliams) i wznawiają jego działalność. Jeden z nich, Neil Perry (Robert Sean Leonard), pragnie zostać aktorem, lecz jego ojciec chce, aby ten zajął się medycyną. Jednak chłopak postanawia „chwytać dzień” i zgłosić się na przesłuchanie do roli w sztuce wystawianej w koedukacyjnej szkole. Film wyreżyserował Peter Weir, a scenariusz napisał Tom Schulman. Muzyka

Luty/Marzec 2012

jest dziełem Maurice Jome’a i idealnie komponuje się z filmem, w odpowiednich mementach wprowadzając poczucie grozy, a w innych radości. Robin Williams jest zdolnym aktorem i bardzo dobrze wcielił się w rolę oryginalnego anglisty. Choć film został nagrany w 1989r., a akcja toczy się na przełomie lat 50 i 60 XX wieku, kostiumy i scenografia sprawiają, że przenosimy się w przeszłość. Film porusza ważne kwestie, więc polecam go tym, którzy nie boją się trudnych i poważnych tematów. Asia Zabielska kl. Id Gdyby jutra nie bylo
Kuźnia talentów? Raj dla wybitnie uzdolnionych? Wymarzona szkoła? Niekoniecznie…
Luty/Marzec 2012

Akcja filmu ,,Stowarzyszenie umarłych poetów” rozgrywa się w 1959 roku i toczy się głównie w Welton Academy – jednej z najlepszych uczelni w Anglii. Jej mottem jest: „Tradycja! Honor! Dyscyplina! Doskonałość!”. Tutaj rodzą się geniusze, którzy mają odnieść w przyszłości sukcesy na wielu polach życiowych. Kuźnia talentów? Raj dla wybitnie uzdolnionych? Wymarzona szkoła? Niekoniecznie… Nauczyciele stosują wszystkie punkty z tego staroświeckiego motta, chociaż rzadko kto postępuje tam honorowo. Lecz pojawia się ktoś nowy i zupełnie inny – nauczyciel języka angielskiego, który był uczniem tej szkoły, a mianowicie John Keating, w którego świetnie wcielił się Robin Wiliams. Otwarty, dostrzegający problemy i troski a jego życiową maksymą jest „Carpe diem!”. Wyzwala w wychowankach nowe odczucia, marzenia i nadzieje. Pokazuje, co w życiu jest naprawdę ważne. Uczy, jak chwytać życie, cieszyć się chwilą tak jak gdyby jutro miało nie nadejść! Kilku uczniów natchnionych liryką odkryło, że Keating w czasach szkolnych był członkiem Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Zaczęli potajemnie spotykać się w grocie, „wgryzać się” w poezję, uciekając od marzeń które nie zostały zrealizowane, od wymogów narzucanych przez nauczycieli i rodziców, którzy wymagali rzeczy, których nie udało się im dokonać. Po lekcjach z Keatingiem uczniowie przestali się na to zgadzać. I zaczęli spełniać swoje marzenia. Niektórzy rodzice oburzyli się zaistniałą sytuacją, aż w końcu doszło do tragedii. Reszty fabuły nie zdradzę, gdyż warto ją poznać samemu! Dawid Filipowicz kl. ID