Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Od Redakcji W tym numerze:

Trzynastka na fali

Drodzy Czytelnicy! Jak wiadomo, wakacje to czas lenistwa i beztroski. My zaczęliśmy odpoczywać nieco wcześniej, bo już 1 czerwca - na obozie w Mielnie. Miło spędzony czas postanowiliśmy utrwalić na papierze, aby przybliżyć Wam atmosferę tego wyjazdu. W tym numerze spotkacie się z nieznanymi Wam skrótami - SSA (SAS) i TST, które oznaczają Stowarzyszenie Szkół Aktywnych oraz Towarzystwo Szkół Twórczych. Organizują one coroczny obóz w Mielnie, na którym mieliśmy przyjemność być. Jednak dopiero zaczynamy szkolić swój kunszt dziennikarski, więc za wszystkie błędy przepraszamy i życzymy miłego czytania. Redakcja Dżungla się chowa Doskwiera głód. Czy przyjaciele pomogą? Kartka z pamiętnika Zwyczajny dzień może stać się wyjątkowy. Piłka w grze Kadra - Uczniowie. Kto wygrał? Sprawdź! Morska twórczość Dobry sposób na zabicie czasu. Metamorfoza pokoju Zobacz jak z ,,trójki" zrobiła się ,,szóstka". Fotoreportaż Kilka zdjęć z naszej wycieczki. I po Mielnie…
Obóz naukowy w Mielnie. Z pewnością było to najdłużej wyczekiwane wydarzenie tego roku. Ale jak wyglądał od podszewki?
Trzynastka na fali

Nie tak źle Mimo zachęcających głosów grona pedagogicznego i zapewnień kolegów z klas drugich i trzecich – nie odczuwałam wyjątkowej chęci wyjazdu nad polskie morze. Jak i zresztą znaczna część pierwszoklasistów. W moim wypadku gwałtowna zmiana nastawienia nastąpiła w dzień wyjazdu. Po nużącej podróży… od razu pobiegliśmy zobaczyć, co słychać u jednego z najmniej zasolonych mórz na świecie (informacje na temat Bałtyku zdobywaliśmy na lekcjach geografii, która - ku naszemu zdziwieniu i zadowoleniu - na obozie odbyła się tylko raz). Nie taki deszcz straszny Mimo że nie zawsze świeciło słońce, plażować trzeba było za parawanem, a w skrajnych sytuacjach nawet pod kocem – nie zrażało nas to. W deszcz – plażą do Mielna, w słońce – plaża i morze. Codzienność Plan dnia był napięty: rozgrzewka, śniadanie, sprawdzanie czystości pokojów, spacer, obiad, sport, kolacja. A w międzyczasie prezentacje, nawiązywanie nowych znajomości, spotkania z panią dr Nakoneczną i psem Romanem, który niewątpliwie stwarzał temat do plotek. Po drodze malowanie kamieni na lekcjach sztuki, śpiewanie i różne gry zespołowe. Lustrzane odbicie I tak oto sytuacja się odwróciła. Na początku większość nie chciała jechać, na końcu wracać chciały pojedyncze osoby. Mielna tak naprawdę nie da się opisać. W Mielnie trzeba być. Ola Mierzejewska Wspomnienia... Emocje były większe…

Trzynastka na fali

Co utkwiło mi w pamięci z wyjazdu do Mielna? Tak naprawdę, wszystko zlało mi się w jedną całość. Pamiętam tylko pierwszy i ostatni dzień. Reszta stanowi marzenie senne... Tu malowanie kamieni, tam rozgrywki sportowe, prezentacje. Zaczynaliśmy od śniadania, a kończyliśmy na kolacji. Nie sądziłam, że nie będę chciała wracać. Mimo że pogoda nie była wymarzona, wcale nie przeszkadzała nam w dobrej zabawie. Nawet w pokoju nigdy nie było nudno, a warto wspomnieć, że tylko nieliczni korzystali z dostępnych telewizorów. Jadąc tam, zastanawiałam się, czy będę mogła powiedzieć, jak starsze roczniki: „Szkoda, że ta wycieczka jest tylko raz”. A teraz szczerze mogę przysiąc, że powtórzyłam to już wiele razy. Sonia Wyszowska Jednym z wydarzeń, które zapamiętałam doskonale z pobytu w Mielnie, jest pierwsze nasze wspólne wyjście na plażę. Wieczorem, w ten sam dzień, kiedy przyjechaliśmy, zebraliśmy się wszyscy na zbiórce przed ośrodkiem. Niedługo potem ruszyliśmy ścieżką w stronę Bałtyku. Większość z nas już wcześniej widziała polskie morze. Jednak teraz, kiedy byliśmy wszyscy razem, nasze emocje, włącznie z radością, były większe. Dużo większe. W końcu zobaczyliśmy ten piękny widok – spokojne morze, piaszczysta plaża i słońce, zmierzające ku zachodowi. Na niebie było tylko kilka chmur, które pod wpływem promieni słonecznych przybrały najróżniejsze kolory. Właśnie wtedy uświadomiliśmy sobie, że rozpoczyna się nasza niezapomniana przygoda… Agnieszka Detyna Metamorfoza pokoju

Trzynastka na fali

Wyjazd do Mielna w roku 2009 nie zaowocował w zapierające dech w piersiach historie. Spośród tylu zdarzeń wartych opowiedzenia można wybrać jedynie kilka. Oto jedno z nich… Dzień zapowiadał się normalnie. Na zbiórce dowiedzieliśmy się, że idziemy do centrum Unieścia (nie po raz pierwszy, zresztą). Po obiedzie mieliśmy chwilkę na zabranie potrzebnych rzeczy i plażą ruszyliśmy w drogę. Tempo naszej wyprawy nie było zabójcze, a więc wróciliśmy do naszego ośrodka tuż przed kolacją. Część rozeszła się do swoich pokojów, ciesząc się nowymi pamiątkami (jak się za moment okaże – nie wszyscy!), inni poszli grać w piłkę, itp. Krótko po wejściu do naszego ciasnego pokoiku – przeznaczony on był dla trzech osób, mieszkały w nim cztery, przy czym ja z Asią spałyśmy na rozkładanej wersalce – przyszły Aga z Malwiną. Nie było im do śmiechu, przysłuchiwałam się ich sprzeczce przez jakiś czas, zupełnie nie wiedząc, o co chodzi. Jak się później okazało, Agnieszka zgubiła klucz od pokoju. Zaproponowałyśmy, by zostawiły u nas swoje rzeczy i od razu poszły powiedzieć o tym pani. Wróciły po chwili z nietęgimi minami – dowiedziały się właśnie, że panie sprzątające poszły do domu, a tylko one miały zapasowe klucze. Z mętlikiem w głowie zjadłyśmy kolację, przy której padła propozycja, by Malwina i Aga spały w naszym pokoju, na co z ulgą przystały. Połączyliśmy jedno łóżko i wersalkę w całość i zrobiłyśmy próbę, czy aby wszystkie pięć (szósta osoba miała spać na trzecim łóżku) się na nim zmieścimy – nie było tak źle… Panie nauczycielki, jak co wieczór, sprawdzały, czy każdy jest w swoim pokoju i szykuje się

Trzynastka na fali "...przysłuchiwałam się ich sprzeczce przez jakiś czas, zupełnie nie wiedząc, o co chodzi."

do snu. Kiedy przyszła nasza kolej, ich zdziwienie nie miało granic. Zapewniałyśmy, że będziemy cicho, więc panie się na zaistniałą sytuację zgodziły. Asia spała na łóżku pod oknem, a Ania, Misia, Aga, Malwina i ja – na połączonej wersalce i łóżku. Rano cała sprawa się rozwiązała. Dziewczyny dostały zapasowy kluczyk i cieszyły się własnym pokojem, nie mówiąc o tym, że mogły się wreszcie porządnie wyspać. Zdarzenie to nie byłoby tak komiczne, gdyby nie fakt, że z „trójki” zrobił się sześcioosobowy pokój i był w dodatku jednym z najmniejszych w budynku… Kamila Rudy Dżungla się chowa
Przyjaciele to ludzie, którym na pewno możesz ufać i mieć w nich oparcie. Zawsze idą ci z pomocą, kiedy masz jakiekolwiek kłopoty. Lecz co się dzieje, gdy stawką gry jest jedzenie?
Trzynastka na fali

- Pobiłyście mnie! – stwierdził lekko przygnębiony Michał Gadowicz, trzymając w ręce puste opakowanie po czekoladowym rogaliku. Dosłownie przed chwilą został brutalnie zaatakowany przez grupkę wściekłych, GŁODNYCH dziewczyn. Uszczerbki fizyczne dość duże, na szczęście uszedł z życiem. Gorzej jest, kiedy z tak łakomymi i agresywnymi dziewczynami siedzi się przy jednym stoliku na stołówce. Zasada jest prosta: nie ma zasad. Trzeba cały czas zachowywać czujność i bacznie wszystkich obserwować, bo nigdy nie wiadomo, kiedy jedzenie z twojego talerza będzie już trawić osoba siedząca obok. - Buba znowu podmieniłaś kubki! – tym razem to Filip Zbierzak stał się ofiarą pozbawioną kompotu. Smutne, ale takie są fakty. Grzebanie w czyichś talerzach, lodach, gofrach, słodyczach – to było normalne. W ostateczności doszło nawet do zjedzenia kiślu Dziuni, z czego ona sama była średnio zadowolona. Zdarzały się owszem i chwile, podczas których wszyscy siadali, zaczynali grać w makao, a każdy wykładał na ziemię to  co miał do zjedzenia. Wtedy dzieliliśmy się wyjątkowo sprawiedliwie. Zupełnie inna sprawa dotyczyła tak zwanych „spisków”. Kupowało się wtedy z kimś coś słodkiego, lesz później automatycznie uciekało, aby przypadkiem nikt nas z tym nie zobaczył. - Dżungla przy tym wymięka – podsumował Filip. Czy miał rację? Na pewno. Jako morał z obozu można by powiedzieć, że jeżeli chodzi o wyżywienie – radź sobie sam i nie licz na przyjaciół! Buba „Ładne nie to co ładne, ale to co się komu podoba…”

Trzynastka na fali

Autokar. Na zewnątrz 25 stopni, a wewnątrz ze 40. Pierwsza myśl, jaka mi wpadła do głowy – jak tak będzie w Egipcie, to ja nie chcę, nie lecę. No  ale po co wybiegać w przyszłość… Jedziemy. Z gór nad morze. Z południa na północ. Z… - trochę się zapędziłem. Po 10 godzinach przyjemnej podróży dotarliśmy do celu. Czułem, ze poza fizyczną satysfakcją, przybycie w to magiczne miejsce dostarczy mi także przeżyć natury duchowej. Miałem nadzieję, że kontakt ze świeżym powietrzem (którego w Wałbrzychu nie ma), spotkania z ciekawymi ludźmi i cudowny pokój (podobno w „Krokusie” są najładniejsze) sprawią, że ten wyjazd będzie najcudowniejszy w życiu. Klucz do pokoju rzeczywiście był „wypasiony” i breloczek też (niedługo potem się rozpadł). A pokój…? Tylko usiąść i płakać. Nie był zbyt urokliwy. Odrywająca się wykładzina, przez którą to potykając się, wylałem na siebie prawie całą cocacolę (1 0l). No i aż dwa! Tak, dwa polskojęzyczne programy telewizyjne – jak za czasów PRLu. Chociaż nie! Było jeszcze sześć innych – po niemiecku i angielsku. No  ale przecież nie po to tu przyjechaliśmy – pomyślałem. Telewizję to się ogląda w domu. Kubica i tak pojedzie znów kiepsko i po co się tylko denerwować. Chyba jestem jakiś przewrażliwiony. Poszliśmy obejrzeć teren ośrodka. Przepięknie – zielono, duża przestrzeń, świetne boiska do siatkówki i koszykówki. Tylko do piłki nożnej jakieś takie trochę „sfilcowane”. Jak graliśmy w ośmiu (4 na 4) to już był tłok. Dlatego częściej graliśmy w siatkę… Codziennie przychodziliśmy na plażę (lub przechodziliśmy przez nią) – była wspaniała. Zbieraliśmy muszle, kamienie. Bawiliśmy

Trzynastka na fali

sięjak małe dzieci, tworzyliśmy rzeźby z piasku. Zorganizowano nam nawet konkurs na najładniejszą budowlę. Niestety, nie uczestniczyłem w tym konkursie zbyt długo. A to dlatego, że brałem udział w zawodach w ping – ponga, w którym zająłem zaszczytne ostatnie miejsce. Pogoda nas nie rozpieszczała, dlatego o kąpieli w morzu nie było nawet mowy. Jednak staraliśmy się złapać każdy, nawet najmniejszy promyk słońca. Moja twarz, owiewana morską bryzą, nabrała brązowego koloru… Na dwa dni przed wyjazdem zorganizowana została dyskoteka. Pożegnalna dyskoteka! Kolega nie chciał iść. Tłumaczył, że nie lubi pożegnań (dziewczyny za to bardzo lubią). Było miło i przyjemnie. Świetnie się bawiliśmy. Żal było wracać do pokojów. W ogóle żal było wracać. Na koniec wszystko, co było nie najlepsze, stało się piękne i bezcenne. Już nie denerwował mnie kocyk w kratkę w naszym pokoju ani zbyt małe boisko. Ani nawet ten przenikliwy chłód i deszcz. Pomyślałem wtedy, że niczego nie można oceniać pochopnie. Coś na pierwszy rzut oka jest brzydkie, a niedługo może stać się piękne… Mateusz Ciara O zbyt krótkiej wycieczce…
Choć dwa tygodnie przed wyjazdem część zalicza do najgorszych w roku, to kolejne dziesięć dni było dla nich niepowtarzalne.
Trzynastka na fali

Zwyczajnie, a jednak wyjątkowo Wysuwam nawet pochopne wnioski, że były to najlepsze dni w naszej szkole i przez całe, kolejne trzy lata nic lepszego nas nie spotka. Więc co takiego mogliśmy robić przez prawie dwa tygodnie nad morzem, kiedy pogoda nie była najlepsza? Nasz dzień wyglądał na pozór zwyczajnie: posiłki, rozgrywki sportowe, spacery. Było w tym jednak coś takiego, co chcielibyśmy powtórzyć. Nie da się sprecyzować, co to takiego. Być może nowe znajomości albo spotkanie się z resztą klasy w innym miejscu, niż sala lekcyjna. Co dwie głowy, to nie jedna No  właśnie. Zdawaliśmy sobie sprawę, że w murach naszej szkoły znajdują się talenty plastyczne (o czym przekonaliśmy się jeszcze bardziej, malując na obozie kamienie lub twarze - co akurat nie było nakazane), ale nie sądziliśmy, że potrafimy być aż tak „kreatywni inaczej”. Bo kto inny mógłby wpaść na pomysł, aby puszczać latawce na szyberdachach czy przeprowadzać ankiety na temat naszego pięknego (według ankietowanych – zadymionego, brudnego i biednego, ale to pomińmy) miasta, jakim jest Wałbrzych? Czy jakaś inna szkoła uświetniła swoją prezentację techno tańcem? Nie! Trzy, po trzy Żeby jednak nikt nie uznał nas za chwalących się egoistów, postaram się przybliżyć klimat, jaki panował w Mielnie. Oczywiście chodzi mi o luźną atmosferę – nie o wspaniale działający na nasze organizmy jod. Obóz naukowy można nazwać w 100% bezstresowym. Nawet największy problem w meczach, jakim było przyznanie komuś autu, był rozstrzygany przez zawodników najprostszym sposobem – grą w „marynarzyka”. Sędzia to całkiem inna bajka, niepodlegająca naszym regułom. Happy end Tak, jak to zwykle bywa – każda bajka musi mieć zakończenie, niestety. Nasze możemy zaliczyć do szczęśliwych, jednak mogłoby przyjść nieco później. No  i właśnie na tę kwestię narzekała większość obozowiczów. Jedynym minusem naszej wycieczki było to  że trwała ona zbyt krótko, ale tego, niestety, zmienić nie mogliśmy. Zosia Hak Morska twórczość
Malowanie kamieni. Kojarzy Wam się z zajęciem dla przedszkolaków? Pozory mylą. To świetna zabawa dla każdego!
Trzynastka na fali

W jeden z ostatnich już dni obozu pani Stączek oznajmiła, że będziemy malować – uprzednio zebrane na plaży - kamienie. Malowidła miały przedstawiać krajobraz morski. Twórcza praca Około godziny 10.00 zebraliśmy się w świetlicy na pierwszym piętrze. Każdy przyniósł ze sobą farby, pędzle i, oczywiście, kamienie. Usiedliśmy na podłodze. Najpierw – chwila namysłu. Potem po kolei w ruch szły akcesoria. Jedni malowali piękne krajobrazy i statki,a inni morskie zwierzęta. Na każdym dziele miał widnieć napis MIELNO 2009. Bawiliśmy się świetnie. Po godzinie twórczej pracy większość malowideł była gotowa. Drobne poprawki mogliśmy dokończyć już w swoich pokojach. Złota dziesiątka! Spośród 60 kamieni wybrano 10 najładniejszych. Wręczyliśmy je osobom, którym chcieliśmy podziękować za możliwość spędzenia tu miłych chwil. Michalina Kupczak Kartka z pamiętnika

Trzynastka na fali

8 czerwca 7.00 w łóżku Znowu trzeba wstać… Za 15 minut idziemy biegać po plaży. Jak zwykle. No  ale jak mus to mus. 7.04 nadal w łóżku Wstaję! W końcu jest po co. Dzisiaj dyskoteka:) 7.07 udało się! Ubrana. Udało mi się wygramolić z łóżka, a teraz trzeba się uczesać i umyć zęby. 7.31 po gimnastyce Uff... Wreszcie można odsapnąć. Mamy teraz prawie godzinę wolności, bo o 8.20 idziemy na śniadanie. Co będziemy robić? Zapewne obmyślimy stroje, fryzury i makijaże na dyskotekę. 8.01 w pokoju u Ali, Nicole i Iwonki Przegadałyśmy całe pół godziny, ale to jeszcze nie koniec. Wiemy, że Nicole ubiera jeansy i Emo sukienkę, nie wymyśla specjalnej fryzury, ale umaluje się delikatnie w stylu Emo. Ala stwierdziła, że nie będzie się stroić, więc ubiera się normalnie. Marta wkłada czarny top i moją spódniczkę. Karola - nowy top, jeansy i bluzę (z Croppa). Ja założę czarne legginsy, zielony top z żyrafą i białe bolerko z kapturem. Makijaż i fryzura (wykona Nicole) będą totalnie Emo. 8.19 u nas w pokoju Za minutę zbiórka. Idziemy coś zjeść:) 9.05 po śniadaniu, w pokoju Za 10 minut inspekcja, a my mamy okropny bałagan. Lepiej wezmę się za sprzątanie… 9.17 the BEST! TAAAK! Znowu zostałyśmy 5 punktów! I kto tu jestthe best? Ha! My! Dobra, wystarczy tego przechwalania – czas odwiedzić kolegów i koleżanki. A jest go niedużo, bo o 10.30 wychodzimy do miasta:) 10.11 burza Byłam u Ali i Nicole. Rozmawiałyśmy jakiś czas i poszłyśmy do kolegów z Opola. Dołączyła do nas Marta. Nagle zagrzmiało,

Trzynastka na fali

zaraz po tym błysnęło i zaczęło lać. Taka burza to coś wspaniałego i dlatego wybiegłyśmy na dwór. Jednak szybko wróciłyśmy. Włączyłyśmy muzykę i zaczęłyśmy tańczyć układ z filmu „Hannah Montana – the movie”. Ojoj, ale już późno – idę się szykować. 12.40 10 minut Właśnie wróciliśmy z Mielna i mamy 10 minut do zbiórki na obiad. Dzisiaj przed dyskoteką Tarnów zaprezentuje swoją szkołę, a jutro nasza kolej:) 19.20 na korytarzu Za moment wychodzimy na prezentację Tarnowa. Po powrocie, będziemy mieli 5 minut do dyskoteki. Teraz trzeba zacząć przygotowania. 22.10 w pokoju Ale beznadzieja!!! Foch! Właśnie impreza się rozkręciła, a ONI (nauczyciele) kazali nam wychodzić:( Ale tylko Wałbrzych i Opole, Tarnów bawi się jeszcze przez godzinę. IT IS NOT FAIR! Wszyscy mówili, że dyskoteka będzie trwała do 23.00, aż tu nagle wchodzi pan z Opola i mówi: - O 22.00 Wałbrzych i Opole kończą zabawę i wracają do ośrodka. I gdzie tu sprawiedliwość? Ale przynajmniej muzyka była fajna i było SUPER! 23.00 Dobranoc! Wykąpana . Zaraz zacznie się cisza nocna – idę spać:) DOBRANOC! Dominika Jarczak







Mielno 2009, czyli nasz obóz w przybliżeniu
Były smutki i rozczarowania, ale także radość i szczęście. Mimo to, większość z nas na długo zapamięta ten obóz…
Trzynastka na fali

1 czerwca – Dzień Dziecka. Godzina 7.00. 60 osób z klas I gimnazjum stawiło się z rodzicami na zbiórce przy McDonaldsie, by wyruszyć w ponad 9 – godzinną podróż do Unieścia, na obóz naukowo – wychowawczy. Pierwsze wrażenia Po przyjemnej podróży ok. 16.20 wyszliśmy z autokaru już na teren ośrodka. Po chwili radości ogarnęło nas nagłe zmęczenie, gdy ujrzeliśmy górę, pod którą musieliśmy iść z naszymi ciężkimi walizkami. Na szczęście, po krótkiej drodze znaleźliśmy się pod KROKUSEM – naszym domem na najbliższe 10 dni. Kluczyki rozdano. Wchodzę do pokoju i… rozczarowanie. Stare i skrzypiące łóżka, mało przestrzeni, niewielki balkon, ale nawet szybko się zadomowiłam i przyzwyczaiłam do warunków, tak jak i moi koledzy i koleżanki. Nasza szkoła zajęła pokoje na parterze i  6 na I piętrze. Resztę budynku zajęła szkoła z Opola. Na szczęście nasze (moje i Agi) oraz innych dziewczyn miałyśmy balkon, który stał się suszarnią, a także naszą lodówką. Teren ośrodka jest miejscem rozległym, z kilkoma obiektami do rekreacji i spędzania wolnego czasu. Posiada także własne wyjście na plażę. Plaża Pierwszy wieczór w Unieściu spędziliśmy na plaży. Jedni grali w piłkę siatkową, drudzy robili pamiątkowe zdjęcia, inni zaś oddawali się dyskusji, siedząc na cieplutkim piasku. Byli też chętni do zanurzenia stóp w zimnej wodzie. Rozrywka Pogoda nam nie dopisała! Przeżyliśmy trzy burze, sztorm i arktyczne powietrze nasuwające się nad polskie wybrzeże z północy. Ale czas niepogody spędziliśmy na lekcji geografii, malowaniu kamieni i odwiedzaniu siebie nawzajem w pokojach. Wielu z nas upodobało sobie plac zabaw, znajdujący się tuż na naszym budynkiem, a także boiska do siatkówki, koszykówki i piłki nożnej. Jednak najlepiej czas upływał nam na pogaduszkach, grze w karty, oglądaniu razem telewizji i wspólnym śpiewaniu. Mielno Rano brzegiem morza szliśmy do Mielna. Sztorm. Wichura, fale dopływały nawet do połowy plaży. A my wędrowaliśmy. Wreszcie dotarliśmy do odpowiedniego wejścia do miasta. Ponad połowa z nas

Trzynastka na fali

jeszcze nigdy nie cieszyła się tak bardzo z widoku schodów. Mieliśmy 2 godziny swobody. Od sklepu do sklepu, od straganu do straganu. Po zakupach chwila relaksu – goferek, lodzik, shake, gra w krążki lub na „automatach” (odkryliśmy salon gier) albo siedzenie na ławeczce i wpatrywanie się w falujące morze. Podobnie było w Unieściu. Większość wolnego czasu spędzaliśmy w miejscu zbiórki – przy gofrarnii. Pierwsze spotkanie  Dzisiaj po śniadaniu, idziemy na spotkanie z panią dr Nakoneczną – powiedziały nasze wychowawczynie. Zebraliśmy się w sali nad stołówką i oczekiwaliśmy. Organizatorka obozu przyszła ze swoim psem, Romanem. Opowiadała o sprawach „życiowych”, mówiła, byśmy przygotowali się na nadchodzący kryzys, przybliżała nam zawody, które warto wybrać. Pani dr Nakoneczna to bardzo mądra osoba. Dużo zdziałała dla polskiej oświaty i społeczeństwa – chce to robić dalej, ale potrzebuje pomocy. Potrzebuje naszej pomocy, przyszłości narodu, czyli młodzieży. I duże nadzieje pokłada w nas, osobach uczących się w XIII gimnazjum i II LO w Wałbrzychu. Dlatego w imię jej słów apeluję, abyśmy byli otwarci na innych ludzi, pomagali słabszym, współpracowali z innymi szkołami, bo Towarzystwo Szkół Twórczych ma mieć na uwadze nie tylko i wyłącznie szkoły w nim zrzeszone. Ma pomagać innym i przydać się Polsce.  Polacy są zbyt zapatrzeni w siebie. Nie interesują ich sukcesy rodaków, a co dopiero obcokrajowców. W mediach w ogóle nie mówi się o osiągnięciach Polaków w nauce. Chcemy być ze sobą na równi, nie wyróżniać się – to są słowa Danuty Nakonecznej. Trzeba to zmienić! Dlatego dostaliśmy fragmenty książki o osiągnięciach Polaków, którą pisze właśnie pani doktor. Pewnie większość nie będzie zainteresowana tą książką, ale uważam, że jest ona potrzebna, gdyż pomoże nam otworzyć swoje własne okno na świat! Będziemy odważniejsi i udowodnimy sobie, że warto próbować, bo może nam też się uda osiągnąć światowy sukces. Powrót Szybko upłynął nam pobyt w Unieściu. Większości szkoda było stamtąd wyjeżdżać. Zapoznaliśmy się z uczniami z Opola i Tarnowa, a także bliżej poznaliśmy siebie nawzajem. Gdy wróciliśmy do Wałbrzycha, nie byliśmy tak bardzo smutni. Zaczęliśmy śpiewać „Piosenkę o Wałbrzychu” i inne utwory, które towarzyszyły naszemu wyjazdowi. Na długo zapamiętamy przeżycia z tego obozu. Dużo nam dał i nauczył nas ten wyjazd. Potrzeba więcej takich wypadów. Dr Nakoneczna powierzyła naszemu gimnazjum duże wyzwanie – mamy zorganizować obóz w Unieściu w przyszłym roku dla szkół zrzeszonych w TST i SASie na Dolnym Śląsku. Ciekawe, czy nam się to uda… Malwina Gądek Nocny gość Mnóstwo wrażeń – nigdy o nich nie zapomnę!
Padają pytania: Jak było? Choć pogoda niezupełnie była nam przyjazna – bawiliśmy się wspaniale.
Trzynastka na fali

Gdy w nocy zaskrzypią drzwi, firanka uniesie się lekko, być może zmarszczysz ze zdziwienia brwi, lecz poznasz go na pewno. Czasem nawet masz go dość, jednak to on – nocny gość. Usiądzie cicho i szeptem rozpocznie Rozmowy często do rana trwające O huśtawce, co w tym świetle wygląda tak mrocznie, O wigilii w miesiącu sierpniu będącej. Siedzi pod oknem, przez szybę patrzy Z wesołością, a jednak z obawą, Jakby mógł go tu ktoś nakryć, Jakby przestało to być już zabawą. Gdy świt rozbłyśnie - jego już nie ma  Zostaje po nim wrażeń moc I myśl: Jak miła była ta Ostatnia, choć nieprzespana noc. Za jakiś czas znów wspomnę go Pojawi się ochota, by dać mu kość, Że budzi o trzeciej i także za to, Że to po prostu nocny gość. Anna Dymarczyk W dn. 1-10.06 klasy pierwsze wyjechały do Mielna. Ja również miałam okazję tam być. Mogliśmy zobaczyć Mielno i Unieście. Najbardziej jednak cieszyły nas wyjścia na plażę. Nawiązujemy nowe znajomości Oprócz nas na obozie były jeszcze 2 szkoły, z Opola i Tarnowa. Szczególnie zaprzyjaźniliśmy się z osobami z Opola. Być może dlatego, że dzieliliśmy z nimi budynek, w którym mieszkaliśmy. Należy dodać, że ośrodek nazywał się „Krokus”, a my byliśmy pierwszym rocznikiem, który w nim mieszkał. Co zapamiętamy? Na pewno wspólne ogniska, mecze siatkówki czy rozgrywki szachowe. Bardzo podobały nam się prezentacje innych szkół. Mogliśmy dowiedzieć się wiele o miastach, które zamieszkują, a także wspólnie spędzić czas z naszymi rówieśnikami. Pobyt w Mielnie był również świetną okazją do poznania pani dr Nakonecznej i Romana (jej psa, naszego ulubieńca). Jestem pewna, że nigdy nie zapomnę tego wyjazdu i nowych znajomych. Myślę, że była to najlepsza „zielona szkoła”, na jakiej byłam. Justyna Grzeszczuk Trudne zadanie

Trzynastka na fali

Sobota, 6 czerwca, nie była taka zła, jaką mogła się wydawać… Choć poranek był pochmurny, popołudnie – wyjątkowo słoneczne. Z tego też powodu wychowawczynie zaproponowały nam spacer plażą do Mielna. Mimo że odległość do tej miejscowości wynosiła zaledwie 2,5 km  czas wędrówki niezwykle nam się dłużył. Jedynym ratunkiem od popadnięcia w skrajną nudę była rozmowa z przyjacielem i wpatrywanie się w fale. Kiedy wreszcie doszliśmy do celu, humor wyjątkowo nam się poprawił. Dostaliśmy trochę czasu wolnego, by móc załatwić własne sprawy. Niestety jak to zazwyczaj bywa przy chodzeniu po różnych sklepach i straganach – czas szybko mijał. Trzeba było wybrnąć jakoś z tej sytuacji, pomyśleliśmy więc o pobliskim „Polomarkecie”, który zrobił prawdziwą furorę. Dawał możliwość zaoszczędzenia czasu. Wszystkie produkty pierwszej potrzeby można było tam znaleźć bez najmniejszego trudu. O wyznaczonej porze musieliśmy stawić się na zbiórkę, a później już tylko wietrzna plaża i zasłużony obiad. Po obiedzie czekało nas trudne zadanie, mianowicie rozmowa z panią dr Nakoneczną. Oczywiście, wszyscy zdawali sobie sprawę z powagi tej sytuacji i to, moim zdaniem, dostarczyło nam najwięcej stresu. Niepotrzebnie, bo dr Nakoneczna wcale nie była taka straszna. Przyjęła nas bardzo serdecznie. Napiętą atmosferę dodatkowo rozluźnił jej pies – Roman. Rozmowa z organizatorką obozu ukazała nam pewne możliwości rozwoju, naszego przyszłego życia. Pani doktor poruszyła także trochę inną, drażliwą kwestię, która nie spodobała się nam.

Trzynastka na fali "Mimo że odległość do tej miejscowości wynosiła zaledwie 2,5 km  czas wędrówki niezwykle nam się dłużył."

Chodziło o charytatywność naszej szkoły. Zarzucono nam, że nie pomagamy innym placówkom z naszego otoczenia – że skupiamy się tylko na sobie, nie identyfikując się z otaczającą nas rzeczywistością. Nie zgodziliśmy się z tą opinią, ale pani dr nie chciała nas słuchać i odrzucała nasze argumenty. Uważam, że to, co mówiła, nie miało solidnych podstaw, gdyż XIII gimnazjum i II LO starają się mieć poprawne kontakty z innymi szkołami, jak i wspierają kształcenie uczniów słabiej radzących sobie z nauką. Mam jednak wrażenie, że pani dr chodziło raczej o to, że nie przywozimy ze sobą młodszych dzieci, jak np. gimnazjum z Opola. Po tym spotkaniu, mieliśmy wiele tematów do przemyślenia i wieczornych rozmów. W ten sposób upłynął nam cały wieczór, aż w końcu trzeba było powiedzieć sobie „dobranoc”. Konrad Niedźwiedziński Piłka w grze

Trzynastka na fali

Rozegrano towarzyski mecz piłki siatkowej. Uczniowie kontra nauczyciele. Miał on miejsce 5 czerwca 2009 roku w Mielnie. W skład obu drużyn wchodzili reprezentanci szkół, znajdujących się w tym czasie na obozie, tzn. szkoły z Opola, Tarnowa i Wałbrzycha. Na sali panowała napięta atmosfera. Jeszcze chwila rozgrzewki, ostatnie przygotowania, konsultacje i już się zaczęło, gwizdek. Piłka w grze. Po niedługim czasie wysunęliśmy się na prowadzenie, nie było łatwo. Przeciwnik nie dawał za wygraną. Skutecznie odpierał ataki. Jednak my walczyliśmy do końca. Pierwszy set należał do nas – wygraliśmy 15:12. W drugim secie znacznie opadliśmy z sił. Trudno było odrobić straty i, niestety, przegraliśmy 10:15. Trzeci set miał rozstrzygnąć wynik meczu. Był bardzo zacięty. Szliśmy „łeb w łeb” – punkt za punkt. W obu drużynach widoczna była koncentracja, przeprowadzono wiele świetnych akcji. Emocje sięgały zenitu. Grupa kibiców z naszej szkoły bardzo nas wspierała. Zagrzewała do boju, wykrzykując hasło i wznosząc transparent na naszą cześć. Niestety, w ostatniej fazie seta – przeciwnik zyskał przewagę. Gwizdek. Piłka meczowa i walka skończyła się wygraną kadry. Ostateczny wynik meczu to 2:1 w setach dla rywali. Mimo przegranej wszyscy byli w świetnych humorach. Po meczu zawodniczy podziękowali sobie za walkę fair – play i wspaniałe emocje. To była niezwykle udana impreza. Manuela Ba „Zbyt późno, by coś zmienić..."
Czuła, ciepła, troskliwa, a na dodatek niezwykle lubi naszą szkołę – szkoda, że tak późno to zrozumieliśmy.
Trzynastka na fali

Przed naszym wyjazdem do Mielna wszyscy opowiadali o pani dr Danucie Nakonecznej same wspaniałe rzeczy. Przekonywali: Czuła, ciepła, troskliwa, a na dodatek niezwykle lubi naszą szkołę – szkoda, że tak późno to zrozumieliśmy.  Jest fantastyczną kobietą, polubicie ją. Na miejscu odnieśliśmy zupełnie inne wrażenie. Początki bywają trudne… Już po pierwszym spotkaniu każdy wiedział, że inicjatorka TST jest osobą specyficzną. Chyba jednak nie dostrzegliśmy jej uroku (za to Roman, jej pies, był naszym ulubieńcem) – wydawała się krytyczna i nieprzyjemna. Mijały dni, a my wciąż nie wiedzieliśmy, dlaczego wszyscy są tak zachwyceni tą staruszką. Część grupy uczestniczyła w spotkaniu z nią. Część czytała teksty, które ukażą się już niedługo w jej książce. A część po prostu odpoczywała, nie zwracając większej uwagi na organizatorkę całego obozu. Ale to nadal

Trzynastka na fali "Kiedy Wałbrzych wyjeżdża, dla nas obóz się kończy…"

nic nie wyjaśniało… To już koniec… Nadszedł ostatni dzień naszego pobytu nad Bałtykiem. Ponownie spotkaliśmy się z dr Nakoneczną. Teraz było zupełnie inaczej – atmosfera była miła i przyjemna. Słuchaliśmy pochwał, ale także krytyki – brzmiała ona jednak bardziej… jak rada na przyszłość. Tradycyjnie zaśpiewaliśmy kilka piosenek. Większość z nas powoli zmieniała zdanie o tej starszej pani – na lepsze. Na zakończenie rzekła do nas:  Mimo, że inne miasta zostają, kiedy Wałbrzych wyjeżdża, dla nas obóz się kończy… Przeżyć to jeszcze raz! Weszłam do pokoju – w głowie kłębiło się mnóstwo myśli. Ale już było za późno, aby coś zmienić – za późno ją doceniliśmy. Hipoteza potwierdziła się: „Mielno to specyficzna wycieczka i pobyt. Doskonale się go wspomina”. Mogę tylko powiedzieć – chcę tam wrócić! Ewelina Węgrzyn „Już za tobą tęsknię…”
Rodzice zamartwiają się: jak sobie poradzimy? A my w pełni zadowoleni „uciekamy spod ich skrzydeł” .
Trzynastka na fali

Budzik zadźwięczał już koło 5.45, lecz przyznam szczerze, nie chciało mi się wstawać. Postanowiłam poleżeć więc jeszcze trochę i z tą świadomością ponownie zasnęłam. Sen – o ile to snem można nazwać, ze względu na swoją długość – skończył się po 7 minutach. Rodzice obudzili mnie chwilę przed szóstą.  Wyjeżdżamy, Ala, wstawaj – przez chwilę nie kontaktując, przykryłam się poduszką i wymamrotałam:  To sobie wyjeżdżajcie – po chwili dopiero dotarło do mnie, że to JA wyjeżdżam. Do Mielna. Gwałtownie więc stanęłam na nogi. Następnie, szybko rozprawiając się z porannymi czynnościami, gotowa czekałam z walizką przed drzwiami. Tata z siostrą (którą to ja musiałam obudzić) pożegnali mnie, a mama wzięła do ręki walizkę i zeszłyśmy na dół. Do miejsca, gdzie stoją autokary, daleko nie mam, więc po paru minutach byłyśmy na miejscu. Cała podekscytowana

Trzynastka na fali

rozglądam się po twarzach kolegów. Wszyscy czuli się podobnie – chcieli wsiadać i ruszać w drogę. Jeszcze chwilę. Trzeba spakował nasze walizki.  Mamo, dlaczego trzymasz mnie za rękę? – spytałam.  Już za tobą tęsknię... – no tak. Rodzice już się martwią. Westchnęłam, choć muszę przyznać – dodało mi to otuchy.  Dobrze, wsiadamy! – sprawdzanie obecności zajęło chwilkę, bowiem wszyscy pchali się już w kierunku wejścia. Mam szczęście, bo w dzienniku jestem na początku, więc usiadłam tam, gdzie chciałam. Moja przyjaciółka dołączyła do mnie po chwili. Przed nami dwaj koledzy – za nami również. Podróż zapowiadała się ciekawie. Ruszyliśmy. Jak to zwykle bywa, w autokarach, po godzinie połowa zapasów przygotowanych przez mamę, „co by to dziecko nam z głodu nie umarło”, jest zjedzona. Zostają same zdrowe rzeczy – jabłka, kanapki. Wszelkie słodycze są już w brzuchach podróżników. Na zdrowiu odbije się to później… Droga, pomimo odległości, jaką należy pokonać, mija szybko. Po 10 godzinach jesteśmy na miejscu. Zaciekawiona rozglądam się dookoła. Parę budynków. Wyciągamy walizki i, podążając za nauczycielami, docieramy do ośrodka. Pokoje rozdawane są numerami. Dostając się do mojej dziewiątki, wraz z koleżankami otwieramy drzwi. Pokoik jest mały. Dwa łóżka, jedna wersalka. Nawet nie zdążyłyśmy się rozpakować, a trzeba iść na kolację. Stając przed „Krokusem” patrzymy na uczniów innych szkół, którzy także tu przyjechali. Oni również przyglądają się nam jak eksponatom muzealnym. Mimo wszystko zwartą grupą idziemy do stołówki. Zajmujemy stoliki, ale jeszcze nie siadamy. Na hasło pani profesor, rozbrzmiewa „Pobłogosław Panie…” Kolacja, kolacja i po kolacji. Wracając do pokojów, rozmawiamy o pierwszych wrażeniach. Teraz należy rozpakować się, umyć i iść spać. Prawdziwe szaleństwo miało zacząć się następnego dnia… Alicja Filbier „Mistyczne, wręcz nierealne wrażenie...."

Trzynastka na fali

Dla jednych morze to po prostu zwykła woda – tylko trochę bardziej słona. Dla innych to coś pięknego, niezwykłego… Cudowna odsłona Dawno go nie widziałam, dlatego widok bezkresu bardzo mnie zachwycił (już pierwszego dnia obozu). Morze zawsze było dla mnie zjawiskiem pięknym, wręcz niewyobrażalnym. Kojarzyło mi się z wolnością. Myślę, że wielkością, wszechmocą dorównywało niebu. Podoba mi się, że jest nieposkromione, choć wielu próbowało nad nim zapanować. Szczególnie zachwycająco wyglądało przy zachodzie słońca. Gasnące promienie nadawały mu mistyczne, wręcz nierealne wrażenie. Mieniło się wtedy lekko kolorami złota. Było przyjazne. Inna „twarz” morza Gdy kilka dni później szliśmy plażą do Mielna, wiał silny wiatr. Fale - niczym grzywy morskich koni - wydawały się chcieć zabrać ze sobą człowieka do głębin. Zawsze życzliwie myślałam o morzu, w przeciwieństwem do niektórych. Jednego z kolegów dosięgła fala. Ze złości zaczął przeklinać to zjawisko. Po chwili znów wylądował w wodzie po kostki. Przestroga Śmiejąc się z wydarzenia, wspomniałam słowa przyjaciela: „Wyczynem jest wyzywać morze i nie zostać dosięgniętym przez dzikie fale”. Lidia Popiel Magia obozu

Trzynastka na fali

Jak każe tradycja naszej szkoły, również w tym roku klasy pierwsze gimnazjum wyjechały na obóz szkoleniowo – wychowawczy do Mielna. Choć nie był on krótki, bo trwał 10 dni, większość z nas - pierwszoklasistów zostałaby tam nieco dłużej. Pewnie dlatego, że na co dzień nie brakowało nam wszelkiego rodzaju atrakcji. Począwszy od porannego biegu wzdłuż plaży, przez popołudniowe przechadzki między kolorowymi straganami, aż po wieczorne międzyszkolne rozgrywki sportowe. Każdego dnia dostarczano nam nowych wrażeń. Mimo to nie brakowało nam energii i ciekawych pomysłów na zapełnienie wolnego czasu, którego i tak mieliśmy niewiele. Być może za tym nagłym przypływem energii kryje się nadmorski klimat (jak dowiedzieliśmy się na lekcji geografii) albo… odmiana w zachowaniu nauczycieli, którzy stali się dla nas bardziej wyrozumiali… Tak czy inaczej, nie wiedzieć czemu, obóz ten skrywa w sobie pewien urok, sprawiający, że nie chce się wyjeżdżać. I może uda nam się tam wrócić, choćby w czasie trwających wakacji. Jednak czar ten w mig pryśnie, bo choć będziemyw tym samym miejscu, to czas już nie ten i ludzie nie ci sami… Czyżby na tym właśnie polegała magia tego obozu? Odpowiedź na to pytanie znajdziesz tylko wtedy, gdy sam to przeżyjesz… Klaudia Urban